
Zima w naszym kraju potrafi być surowa. A tegoroczna to najlepszy na to dowód. Kiedy temperatura spada poniżej zera, a wiatr smaga twarze, naturalnym odruchem jest szukanie schronienia w cieple domowego ogniska.
Istnieje jednak grupa ludzi, dla których termometr nie ma żadnego znaczenia. To ci, którzy zamiast koca wybierają dres, a zamiast wygody, wysiłek na rzecz drugiego człowieka.

Działania pro bono to coś więcej niż tylko "praca za darmo". To manifestacja empatii, która najpiękniej rozkwita właśnie wtedy, gdy warunki są najtrudniejsze.
Jak co roku, w ten mroźny styczniowy dzień, członkowie Stowarzyszenia Nasze Kalety udowodnili, że granice wytrzymałości leżą w głowie, ale napęd pochodzi prosto z serca. Na starcie biegu nie stanęliśmy jako zawodowcy walczący o ułamki sekund. Stanęliśmy dziś tam jako ludzie, dla których tempo, liczba kilometrów, czy miejsce na podium nie miały najmniejszego znaczenia.

W tym biegu jedyną liczącą się walutą był gest. Każdy krok stawiany na zmarzniętej ziemi był dedykowany tym, którzy potrzebują pomocy najbardziej, dzieciom. To niesamowite, jak wspólny cel potrafi zmienić trudne warunki w niebotycznie piękną energię. I wiemy, że byliście dziś z nami, nawet jeśli nie ciałem, to duchem :-) Wszystkich pozdrawiamy, a tutaj nasi "Prezesi" :

Bo w tym niezmierzonym morzu dobra zdarzają się historie, które lśnią wyjątkowo jasnym blaskiem. W tegorocznej edycji taką postacią stała się nasza Pierwsza Prezes Alinka. Jej postawa to definicja solidarności: przyjechać prosto z pracy za granicą tylko po to, by dołączyć do grupy i pobiec dla dzieci. To wymaga nie tylko logistyki, ale przede wszystkim wielkiego ducha. Respect, Alinka!

Działania Stowarzyszenia Nasze Kalety idealnie wpisują się w ogólnopolski fenomen, jakim jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. WOŚP od dekad pokazuje nam, że styczeń to najgorętszy miesiąc w roku. To czas, kiedy miliony serc biją w jednym rytmie, a "zimowa zadymka" zamienia się w festiwal uśmiechu. No i dlatego, my też tu jesteśmy. Od lat!
Lokalne inicjatywy, takie jak te w naszym mieście, są niezwykle pięknym krwiobiegiem tej wielkiej idei. To tutaj, na poziomie sąsiedzkim, buduje się wspólnotę, która wie, że dzielenie się sercem to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.
Jak widać, łączy nas nawet ta wspólnie jedzona zupka po biegu :

A potem siedząc w jednej z lokalnych restauracji i patrząc na zmęczone, ale uśmiechnięte twarze biegaczy, dzieci zbierających do puszek, czy dzieci, które przed chwilką zaledwie, wystąpiły na scenie przypominaliśmy sobie tę starą prawdę: dobro wraca. Jestem pewna, że do każdego z nich, z Was powróci, któregoś dnia.
Bo z doświadczenia wiemy już, że życiu każdego z nas przychodzą chwile, gdy świat nagle traci barwy, a ciężar codzienności staje się zbyt trudny do udźwignięcia w pojedynkę. W naszym Stowarzyszeniu głęboko wierzymy, że nikt nie powinien iść przez tę nagłą ciemność sam. To tutaj przecież, od lat, od tak wielu już lat, spotykają się ludzkie losy, a lęk zamienia się w siłę płynącą z obecności drugiego człowieka.
Nasza misja wykracza poza zwykłą pomoc, myślę, że tworzymy bezpieczną przystań, w której każdy gest, każda rozmowa i każda podana dłoń są dowodem na to, że warto. Dzięki połączeniu naszych społecznikowskich serc z autentycznym, ciepłym zrozumieniem, udowadniamy, że wspólnie możemy odbudować to, co wydawało się bezpowrotnie utracone.
Nie budujemy tylko organizacji. Budujemy dom bez ścian, w którym fundamentem jest empatia, a dachem nadzieja na lepsze jutro. I niechby ten dom stał jeszcze przez jakiś czas.
Fajny to był ten dzień.
Bo największą siłą człowieka jest serce otwarte na drugiego człowieka.
Raz jeszcze dziękujemy Wszystkim, którzy tworzycie nasze Stowarzyszenie i za to, że wciąż istniejemy pomimo trudności, pomimo wyzwań, pomimo wszystko.




